Czy fotoradary są legalne? Dlaczego policja może się ukrywać i nadal wystawiać mandaty?

8

Pędzisz nieznaną autostradą. Krajobraz zlewa się w jedno miejsce. Nie patrzysz na prędkościomierz. Gdy tylko przejedziesz obok billboardu, zauważysz dyskretnego sedana zaparkowanego w cieniu za nim. Radar funkcjonariusza jest już wycelowany. W następnej chwili migające światła zaczynają się świecić. Zostaniesz ukarany grzywną, która będzie Cię kosztować setki, a być może tysiące dolarów, w zależności od tego, gdzie mieszkasz. To mrożący krew w żyłach moment. Ten, od którego ściska się żołądek każdego kierowcy.

Jest to scenariusz, który ludzie nazywają „pułapką przekroczenia prędkości”. Mówiąc wprost, jest to miejsce, w którym organy ścigania czekają, aby złapać sprawców naruszenia. Irytacja jest całkiem zrozumiała. A koszt kar jest realny. Według badania przeprowadzonego w 2013 r. przez Krajową Administrację Bezpieczeństwa Transportu (NHTSA) każdego roku prawie jeden na 10 kierowców zostaje zatrzymany za przekroczenie prędkości. Spośród zatrzymanych 68 procent otrzymuje mandat. 27 procent zostaje ukaranych ostrzeżeniem. Reszta ma po prostu szczęście. Jednak w stanach takich jak Nowy Jork kara ta może z łatwością przekroczyć 1000 dolarów. To nie tylko niedogodność. To poważny cios finansowy.

Dlaczego fotoradary nie zachęcają do przestępstwa

Możesz doświadczyć poczucia niesprawiedliwości. Możesz nawet pomyśleć, że jest to nielegalne. Jak policja może się ukryć? Czy to nie jest uwięzienie? Terminy brzmią podobnie. Wzbudzają podobne poczucie niesprawiedliwości. Ale nie próbuj używać tego argumentu w sądzie drogowym. To nie zadziała.

William Long Whitesell, prawnik z Valdosa w stanie Georgia, wyraźnie wyjaśnia tę różnicę. Kontrola przekroczenia prędkości nie jest nawoływaniem do przestępstwa. Dlaczego? Ponieważ funkcjonariusz nie namawia Cię do łamania prawa. On cię nie kusi. Nie zmusza Cię to do przyspieszania. Podżeganie do przestępstwa wymaga czegoś skandalicznego. Wymaga to od policji sprowokowania przestępstwa. Być może podjeżdżają ukrytym samochodem, pytają, jak szybko przyspiesza Twój samochód sportowy i oferują, że będą się z Tobą ścigać. To przykład hipotetyczny, ale ilustrujący istotę problemu. Aby udowodnić podżeganie do przestępstwa, państwo musi zrobić więcej, niż tylko czekać.

Sędzia ze Pensylwanii Jessica Bruebaker zgodziła się z tym. Ten sam standard przedstawia w swojej kolumnie z 2014 roku dla PennLive.com. Policja nie ma prawnego obowiązku ogłaszania swojej obecności. Ukrywanie się w celu złapania przestępców jest całkowicie legalne. Nie jest to pułapka w sensie kryminalnym. To jest egzekwowanie prawa. A egzekwowanie prawa ma znaczenie.

Nadmierna prędkość jest jedną z głównych przyczyn zgonów. Dane NHTSA z 2016 r. pokazują, że był to czynnik powodujący 27 procent wszystkich wypadków śmiertelnych. W wypadkach tych zginęło ponad 10 000 osób. Stawka jest wysoka. Przepisy odzwierciedlają tę rzeczywistość.

Kiedy ograniczenia prędkości stają się narzędziem zysku

Nie wszyscy postrzegają ograniczenia prędkości jako środki ratujące życie. Niektórzy postrzegają je jako „dojne krowy”. Małe miasta krytykowano za nakładanie kar w celu zrównoważenia budżetów. Harry Biller, prezes Krajowego Stowarzyszenia Kierowców (NMA) w Waunakee w stanie Wisconsin, wskazuje na napięcie historyczne. W przeszłości inżynierowie ruchu przestrzegali zasady 85 percentyla. Zasada ta ustala ograniczenie prędkości o kilka mil na godzinę powyżej średniej prędkości dostępnego ruchu. Badania pokazują, że jest to najbezpieczniejsza prędkość dla większości kierowców.

Ale przepływ ruchu się zmienia. Badania stają się przestarzałe. Jeśli miasto nie aktualizowało ograniczeń prędkości od lat, umieszczony znak może wskazywać prędkość niższą niż faktycznie jeżdżą ludzie. To tworzy lukę. Luka, która wygląda na szansę na egzekwowanie prawa.

„Kiedy znajdujemy miejsca, w których wydaje się, że jest dużo policji, nasuwa się nam przekonanie, że egzekwowanie prawa to raczej zabieg zarobkowy” – mówi Biller.

NMA próbowała sporządzić mapę tych miejsc. Uruchomili Krajową Giełdę Fotoradarów. Jest to baza danych zawierająca ponad 80 000 lokalizacji znajdujących się na liście użytkowników w całych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Kierowcy zgłaszają lokalizacje, w których ich zdaniem zastawiono pułapki. Niektóre miejsca mają smutną reputację. Lawthey i Waldo na Florydzie byli kiedyś sławni. Tutejsza policja wystawiała tak wiele mandatów, że w 1995 r. AAA (American Automobile Association) określiło je mianem „pułapek drogowych”. Firma AAA zainstalowała nawet znaki ostrzegające kierowców, aby zwolnili. W końcu miasta zmieniły swoje zachowanie. AAA usunęła to oznaczenie w 2018 roku.

Przepisy stanowe ograniczają przychody z kar

Stany zaczynają sprzeciwiać się miastom, które traktują przystanki tranzytowe jak bankomaty. Krajowa Konferencja Ustawodawców Stanowych (NCSL) poinformowała o tej tendencji w 2017 r. Kilka stanów przyjęło przepisy ograniczające procent dochodów, jakie miasto może uzyskać z mandatów drogowych.

Floryda przyjęła przepisy w 2015 r. Wymagają one od gmin zgłaszania komisji ds. audytu legislacyjnego, jeśli dochody z kar przekraczają jedną trzecią rocznych wydatków lokalnych organów ścigania. W Gruzji obowiązują podobne zasady. Jeśli kary pokrywają 40 procent lub więcej budżetu agencji, prawo zakłada, że ​​urządzenia do wykrywania prędkości są nadużywane.

Inne stany również podejmują działania. Nowy Jork, Oklahoma i Teksas przyjęły podobne przepisy. W 2015 roku stan Missouri poszedł dalej. Wymaga, aby wszelkie wpływy z kar przekraczające 10 proc. kosztów operacyjnych trafiały do ​​skarbu państwa. Pieniądze te zasilają teraz szkoły. Jest to bezpośrednia próba usunięcia motywu zysku z procesu nakładania kar.

Cena za przekroczenie prędkości

Konsekwencje finansowe różnią się znacznie w zależności od lokalizacji. W Nowym Jorku pojedyncza grzywna może kosztować ponad 1000 dolarów. Obejmuje to kary podstawowe, dopłaty i ewentualnie wyższe składki ubezpieczeniowe. Komisja Gubernatora ds. Bezpieczeństwa Drogowego podkreśla ten wysoki koszt. Dla wielu kierowców kara wydaje się nieproporcjonalna do przewinienia. Zwłaszcza jeśli nieznacznie przekroczyli dozwoloną prędkość.

Ale niebezpieczeństwo jest niezaprzeczalne. Nadmierna prędkość zwiększa drogę hamowania. Skraca czas reakcji. Zwiększa siłę uderzenia. Zasada 85. percentyla istnieje, ponieważ ludzie mają tendencję do jazdy z prędkością, która wydaje się bezpieczna ze względu na warunki. Kiedy ustawiony limit znacznie odbiega od tego przepływu, powstają dwie grupy. Ci, którzy przestrzegają prawa. Ci, którzy go ignorują. Egzekwowanie prawa jest nakierowane na to drugie. Jeżeli jednak ograniczenie ma charakter arbitralny, jego egzekwowanie skierowane jest do wszystkich.

Debata trwa. Czy chodzi o bezpieczeństwo czy dochód? Dowody wskazują, że oba czynniki odgrywają rolę. Nadmierna prędkość zabija. Ale to samo dotyczy cynicznych organów ścigania. Kierowcy muszą zachować ostrożność. Nie tylko ze względu na prędkość. Ale także do kontekstu. To, gdzie jeździsz, ma znaczenie. Liczy się to, kto ogląda. To, czy funkcjonariusz chowa się za billboardem, czy siedzi na widoku, nie ma wpływu na wynik. Otrzymasz karę.

Uwięzienie za przekroczenie prędkości nie jest namawianiem do popełnienia przestępstwa, ponieważ funkcjonariusz nie zaprasza, nie namawia ani nie nakłania kierowcy do popełnienia przestępstwa polegającego na przekroczeniu prędkości.

Historia dostarcza pewnej perspektywy. Connecticut wprowadziło pierwsze ograniczenie prędkości dla pojazdów silnikowych w 1901 roku. Było to 12 mil na godzinę. Kierowcy musieli zwolnić ze względu na konie. Zatrzymaj się, jeśli zwierzę się przestraszy. Od tego czasu przebyliśmy długą drogę. Ale podstawowe napięcie pozostaje. Jak szybko jest za szybko? A kto ma prawo o tym decydować?

Odpowiedź często zależy od tego, po której stronie autostrady się znajdujesz.